HOMILIA, KTÓRĄ WYGŁOSIŁ KSIĄDZ DOKTOR SŁAWOMIR CHROST NA MSZY ŚWIĘTEJ ZA OJCZYZNĘ 11 LISTOPADA 2011 ROKU W NASZEJ PARAFII

Jedenasty listopada w kalendarzu liturgicznym - wspomnienie św. Marcina, dla nas Polaków Święto Niepodległości. Miesiąc listopad często nazywany jest miesiącem zadumy, miesiącem pamięci. Długie wieczory, obecność na cmentarzu sprzyjają refleksji nad przeszłością, nad teraźniejszością i przyszłością.

Tekst dzisiejszej Ewangelii mówi o dniu syna człowieczego, o dniu sądu Bożego, dniu ostatecznym. I św. Łukasz notuje, że tak jak dawniej, i w tym momencie, będą tacy, którzy jedzą, piją, za mąż wychodzą, żenią się, sprzedają, kupują.

W pewnym momencie przyjdzie Pan Bóg, aby rozliczać nas z uczynków. Przyjdzie taka chwila, kiedy trzeba będzie zdać sprawę Bogu z tego, co uczyniliśmy w naszym życiu. Marcin został świętym, bo w jego życiu dobre uczynki i miłość przeważała nad złem, bo on myślał nie tylko o tym, co jest tu i teraz, ale myślał o tym, co będzie. Tak dokonywał wyboru w życiu, to robił, żeby zasłużyć na niebo.

My dzisiaj żyjemy myśląc często tylko o tym, co tu i teraz. Zapominamy o przeszłości, o korzeniach. Myślę, że to jest jeden z problemów współczesnego świata. Ten brak odniesienia do przeszłości i brak myślenia o tym, co będzie w przyszłości. Chcemy żyć tak, jak byśmy całość życia mieli spędzić tylko tutaj na ziemi.

Nasz wieszcz narodowy Cyprian Kamil Norwid pisał kiedyś tak: „narody tracąc pamięć, tracą życie”. Ktoś by zapytał, po co akademia w dniu 11 listopada? Zresztą piękna moim zdaniem, bardzo ładnie to wszystko wyszło, bardzo mi się podobało. Nie wstydźcie się swoich dzieci, bądźcie z nich dumni, bo naprawdę pokazują piękny warsztat aktorski, pięknie śpiewają, pięknie recytują, a treści które tam były, one były głębokie, mówiły o przeszłości.

Dzisiaj rano dosłownie mi się płakać chciało, jak włączyłem na chwilę telewizor i były wywiady przeprowadzane na ulicy. Podchodził reporter i pytał: 11 listopada - dlaczego ten dzień jest ważny dla Polaków? Wierzcie mi, większość tych, którzy byli pytani, nie wiedziała, co odpowiedzieć, nie wiedziała, co to za święto. Jedna nauczycielka mówiła mi wczoraj „ powiedziałam uczniom w szkole - tylko nie zapomnijcie wywiesić biało – czerwonej flagi, a dzieci zaczęły robić wielkie oczy i zadawały pytania, dlaczego”?

Norwid mówi „narody tracąc pamięć, tracą życie” i dlatego warto te chwile spędzić razem, chociaż nie jest to święto obowiązkowe kościelne, ale gromadzimy się tutaj, żeby pomyśleć o Polsce, żeby pomyśleć o swoim życiu.

I kiedy myślę tak o Polsce, to widzę pierwszy krzyż na tej ziemi. Pamiętam o chrzcie, który przyjął władca Polski Mieszko i pierwszy hymn narodowy mi się przypomina „Bogurodzica Dziewica Bogiem sławiena Maryja”.

Kiedy tak myślę o historii Polski, to widzę polskie rycerstwo na polach Grunwaldu w zwycięskiej bitwie 1410 roku. Kiedy myślę o Polsce, to widzę posłańców papieża Innocentego IX, którzy przybyli do króla polskiego z prośbą – królu ratuj Europę.

I przypomina mi się król Jan III Sobieski, który pod Wiedniem powiedział - „przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył” (veni, vidi, Deus vicit ). I kojarzy mi się też wołanie bohatera Sienkiewicza „Panie Pułkowniku Wołodyjowski larum grają, nieprzyjaciel w granicach a ty się nie zrywasz, szabli nie chwytasz, co się z tobą żołnierzu stało, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz”.

Kiedy tak myślę o Polsce, to myślę też o Konstytucji Trzeciego Maja rozpoczynającej się przecież od słów „W imię Trójcy Przenajświętszej”. Kiedy myślę o Polsce, myślę o 1920 roku i o Bitwie Warszawskiej.

Jakże mało się o tym mówi, a tak naprawdę przecież wtedy Polskę uratowały dzieci, młodzież, gimnazjaliści. To byli tacy młodzi chłopcy, którzy poszli na front, żeby bronić wolności. To im ją zawdzięczamy.

I myślę też o tych, których wieziono do Kozielska, Katynia, Ostaszkowa, Charkowa, Miednoje. Myślę o tych tragediach z 1940 roku i 2010 o Golgocie Wschodu, która dotknęła elity polskie. Słyszę też żołnierzy generała Andersa, którzy mówili „przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni jej służbie”. I kiedy tak myślę o Polsce, to widzę i Poznań 1956 r., i Gdańsk, i Radom 1976 r..

I pytam tych z 13 grudnia 1981 roku, jakie były wasze tęsknoty. Jakie nadzieje rozgrzewały serca tych, którzy znaleźli śmierć w kopalni „Wujek” 1981 roku?

Norwid mówi „narody tracąc pamięć, tracą życie” i trzeba powtarzać te lekcję historii nawet chociażby dlatego, że w programie nauczania nie ma za dużo godzin historii. I to jest tragedia dla polskich dzieci i dla polskiego narodu, że nie znają historii. Nawet dlatego, że ci którzy nami rządzą nie potrafią wygospodarować pieniążków, żeby nauczyciel historii mógł realizować program.

Ten sam polski wieszcz narodowy Cyprian Kamil Norwid mówił „Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek” i warto by się zapytać nie tylko o przeszłość, ale postawić też pytanie, co będzie w przyszłości z nami. Czy jesteśmy naprawdę wolni, czy myśląc o niepodległości nie powinniśmy dziś modlić się o niepodległość duchową, o niepodległość naszych serc i umysłów? Europejczycy jak zdobywali nowy świat, wyprawiali się na odkrycie nowych lądów, to tam gdzie dotarli, stawiali krzyże. Nasi praojcowie stawiali krzyże budując Polskę, a my usuwamy te krzyże. Dokąd dojdziemy? Co z nami będzie?

Pan Jezus zapłakał kiedyś nad Jerozolimą. To była jego ziemska Ojczyzna. Zapłakał Chrystus nad Jerozolimą, bo nie poznała czasu nawiedzenia, bo nie rozumiała, że coś zmierza do katastrofy, do końca, do tragedii. Czy my potrafimy odczytać znaki czasu, to co się dzieje z nami, to co się dzieje w Europie, czy potrafimy pozostać wierni Bogu, Ojczyźnie, Krzyżowi? Na sztandarach pisano „Bóg, Honor, Ojczyzna”, co z tego zostało dzisiaj? Puste hasła? Czy potrafimy patrzeć dalej i głębiej, niż tylko na czubek własnego nosa. Czy potrafimy myśleć tylko o tym, żeby mi dobrze było dzisiaj, żebym miał co jeść, pić, gdzie spać? Czy też potrafię myśleć o tych, którzy oddali swoje życie za to, żebym dzisiaj był wolnym człowiekiem? I czy potrafię pomyśleć o tych, którzy przyjdą po mnie, żeby jeszcze mieli gdzie żyć w wolności? Bardzo spodobały mi się kiedyś słowa błogosławionego Jana Pawła II. Napisał te słowa w jednej ze swoich encyklik zatytułowanej „Veritatis splendor”. Papież pisał tak: „Jeśli nie ma już niczego, za co warto umrzeć, wtedy także życie staje się puste. Tylko wówczas, gdy istnieje dobro absolutne dla którego warto poświęcić życie, i gdy wieczne zło nie stanie się nigdy dobrem, człowiek zostaje utwierdzony w swojej godności i wszyscy możemy czuć się bezpieczni w obliczu dyktatur różnych ideologii”...

Stawiajmy sobie pytanie, czy dzisiaj jest w moim życiu coś, co jest święte, dla czego warto byłoby umrzeć, bo inaczej życie staje się tylko pustką i takim nic nie znaczącym tchnieniem, chwilą. Czy są jeszcze w naszym życiu i w życiu naszego narodu takie wartości dla których warto umrzeć?

Mówiłem, że pisano na sztandarach „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Czy to są wartości, dla których warto umrzeć dzisiaj? Czy potrafiłbym oddać życie za Boga, Honor, Ojczyznę?

I myślę, że warto zakończyć to rozważanie modlitwą, którą często odmawiał mój św. pamięci proboszcz, a ta modlitwa jest stara i piękna. Ułożył ją Ks. Piotr Skarga kaznodzieja sejmowy. Chciał, by odmawiano ją często w chwilach, gdy Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie. Może komuś wydaje się inaczej, ale ja jestem przekonany, że nad naszą Ojczyzną zbierają się ciężkie chmury, ciemne chmury. I może warto właśnie w tym czasie więcej modlić się za nasz naród i naszą Ojczyznę.

Ks. Piotr Skarga pisał tak „ Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna chwałę przyniosła Imieniowi Twemu... …. Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy naszego kraju sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować”...

Amen.